Jak ujarzmić wewnętrznego demona 2011-10-12 01:18:22

Czyli: jak poskromić objawy wścieklizny [nie dopuścić do pojawienia się piany na pysku] i nie zostać z paskudztwem do przemalowania.

Od dwóch miesięcy dziecko mi truje, że pokój ma być józiowy. Nie zielony, nie żółty, nie niebieski. Józiowy. Kropka.
Z bólem serca daję chłopakom znać, że jeden pokój ma być różowy z dodatkiem brązu w odcieniu kawy z mlekiem.
„Tak, róż” – dwa razy potwierdzam, w słuchawce słyszę lekką konsternację. Nie komentują, sami mają dzieci.
Pokój pomalowany. O ja cię sunę – co za paskudztwo. Wchodzę i wychodzę chyba ze 4 razy i nie pomaga. Trzeba nauczyć się z tym żyć…Tu się powiesi niebieski obrazek, tu zielony, tu fioletowy a tam, koło okna i nad łóżkiem- większy, czerwony. Będzie wsio fajnie kontrastować z żółtą lampą i zielono-niebieskimi meblami oraz zielonym liściem nad łóżkiem, rodem z dżungli. Więc jedziemy, kupujemy wszystko co zaplanowane, by uczynić pokój bardziej „żywym” i zabić tę landrynkowatość.
Meble przywozimy w paczkach i zostawiamy, bo jeszcze roboty w domu trwają – łazienki do zrobienia, kaloryfery, drzwi i schody – znaczy wszystko będzie pokryte warstwą białego pyłu.

Nina wie gdzie jest jej pokój. Była w nim nie raz i nie dwa. Po pomalowaniu jedziemy po dziecko i przywozimy do prawie_gotowego domu. Dziecko wysiada, wchodzi na górę – my za nim. Kieruje się do swojego pokoju ale staje w drzwiach. Nic nie mówiąc łypie na pokój obok – od razu zmienia kierunek, wchodzi do pistacjowego pokoju i mówi: ale śliczny ten józiowy! mamo, dzienkuję!

To, co przeszło wtedy przeze mnie, to nawet chyba prąd by wymiękł.

Metodą „tylko spokojnie” udało się najpierw wyjaśnić, że różowy to tamten pokój a ten jest zielony. Potwierdziła, że pomyłka, ale jej się podoba ten i koniec.
Przekonana do „pozostania przy różowym” została dopiero paskudnym podstępem, stwierdzającym że smutno jej będzie w tym pokoju, gdy wszystkie nowe, kolorowe meble i ukochane zabawki zostaną w różowym.

skomentuj (0)

Środa 2011-02-07 04:21:38

We środę nowe wyzwanie. O ile - oczywiśie - porannie okaże się interesująco. Z rana spotkanie z ośrodkiem "kulturalnym" celem ogadania współpracy; może uda się rozpromować i prowadzić we współpracy kurs tworzenia biżu? Znajdąc Szczecin, to chyba niestety zainteresowanie wyłącznie zwyklakami... Obym się myliła :)
Potem najazd na jedyny chyba w sumie, większy niż pasmanteria - sklep z przyzwoitymi kamulcami i szkłem do tworzenia biżu.
A po południu - nauka lutowania w zamian za naukę lepienia w Art Clay; ale pewnie skończy się na lutowaniu, ze względu na czas. Będzie pretekst do kolejnego spotkania.
Fajnie jest poznać "wspólnomiastową" koleżankę, która ma podobnego świra na punkcie biżu.
Niezaprzeczalnym plusem całej imprezy jest wyrwanie się w końcu z domu niec dalej niż do sklepu po bułki...

skomentuj (0)

Halo, jest tu kto jeszce... żyw? 2011-01-24 04:20:37

Dawno mnie tu nie było.
W Egipcie było fajnie i ciepło. Nie dawniej jak kilka dni temu Połówek pokazał mi kilka ulotek z Egiptu. Ulotek, które zazymał. Wrócły wspomnienia... :)
Od tego czasu Nina mieszka w Ebipcie - tak dpowiada na ptanie: a gdzie mieszkasz?
Rozwijam się zawodowo, jest już całkiem nieźle pod względem techniki i galerii, w zasadzie dostałam się tam, gdzie chciałam. Bardziej niż za granicą, rozwinęła się sprzedaż w PL, siłą rzeczy zatem skupiam się na prezentacji moichprac u nas. Czasem rzucę coś na deviantart ae póki co - zainteresowanie nie przekłada się na sprzedaż. Niemniej za materiały mi się zwraca i to z naddatiem, więc nie jojczę, bo inni mają gorzej ;) Ostatnie miesiące bezdepresyjne, bo idzie do przodu, z miesiąca na miesiąc lepiej.
A Nina? Jak na dwu-i-pół-latkę przystało: pyskuje krzyczy, wymusza :) I gada ja najęta. W paszczy koplet zębw. Oczy dalej fiołkowe, włosy dalej kręcone, blond. Z charakteru: diabeł tasmański. A mówiąc kulturaliej: żywe srebro. Zdrowa - a to się liczy najardziej :)
Jest dobrze, niech ak będzie jak najdłużej mimo, że mogłoby być lepiej; cieszy mnie to jak teraz jest.

skomentuj (4)

Sandały... i w drogę 2010-09-09 01:25:48

Egipt czeka. Cudownie.. słonko, plaża, darmowe drinki, egzotyczni ludzie, jedzenia ile żołądek zmieści, wielbłądy, zapach Afryki...
Człowiek nie zdaje sobie sprawy jak trudno o sandały we wrześniu. Masakra. Małej kupiłam jakiś badziew z wyprzedaży chyba sprzedkilkuletniej, bo nie było niczego innego... Chłop mój kilka dni szukał, całe miasto objechał, dziś kupił pod koniec dnia.. chyba tylko dzięki temu, że dokładnie szukał a model był całkowicie zasłonięty...

Jako matka poważnie pracująca nad rozwojem - znalazłam się w amerykańskim magazynie - a raczej ma Ośmiornica się tam znalazła. Na razie walczę jeszcze z szokiem doznanym przed godziną, kiedy odkryłam KTO mnie tak rozreklamował. A pewnie nie odkryłabym, gdyby mój sklep nie zyskał kilkuset odwiedzin w ciągu nieco ponad doby, i gdybym nagle nie zyskała na blogu artystycznym tyluuu obserwatorów.
Dla takich chwil warto tworzyć :-)
szkoda tylko, że z rana muszę zamknąć sklep i wybyć na 2 tygodnie - kiedy akurat ten czas jest najgorszym momentem na to, z uwagi na reklamę.
Trudno, rodzina ważniejsza :-)

skomentuj (0)

Happy .. ppy.. ppy 2010-05-25 02:12:32

Rodzice dziś o 23 zakomunikowali, że wpadną jutro na imprezę urodzinową, której [pragnę poinformować - bo do nich nie dotarło...] nie wyprawiam. Zatem od godziny 8 do 15 czeka mnie generalne sprzątanie po to tylko, by wpadli, złożyli życzenia i poszli :-)

Nisia rośnie w oczach, rozgadało mi się dziewczę i od tygodnia pełnymi zdaniami nadaje, choć nadal "po chińsku"... prócz kilku słów.
Przosującym wyrażeniem w chwili nieszczęścia w postaci poślizgu, upadku, jest "kuwa". I nie szło wytłumaczyć niektórym, że używanie przy dziecku tego wyrażenia nie jest rozsądnym posunięciem. To teraz, "kuwa", mam.

A do tego mam niezły zgrzyt. Wylot i pobyt w Egipcie, z dziećmi do lat 2 - jest za darmo [dla nich]. Z dziećmi od lat 2 - dopłata jakieś 1500. Lecimy 10.09 a dzień wcześniej młoda kończy 2 lata... A czemu kiedyś nie mogłoby się ułożyć na odwrót? gdzie nie spojrzeć, to nieprzewidziane koszty... :)

skomentuj (0)

[C]HDKC 2010-04-24 02:22:01


Wire-wrapping to hobby dla bogaczy.
Tworzenie tego cuda ze srebra i kamieni, mając na horyzoncie wyłącznie polski rynek - to samobójstwo...
Stoję na rozdrożu. Albo rzucę to wszystko w pizdu i zajmę się nową ofert, kuszącą, niejako związaną z w-w ale nie do końca; albo skoczę na rzęsach i wbiję się w rynek zagraniczny (chuj wie jakim cudem...).
Cena zabija. Słyszałam nie raz. Zachwyty są - do czasu podania ceny. Usłysząłam nawet, że przesadzam... to za przeproszeniem mam wycenić 2 dni swojej pracy na ile? Na 50 zł? Za te kilka lat nauki tworzenia, za te mozolną dłubaninę? Bo na 150-200 to za dużo? Paranoja.. artyści liczą sobie od 100 zł wzwyż za godzinę a tu się okazuje, że 200 zł zarobku za dwudniową pracę to dużo (bo dodać nalezy materiały, jak ktoś chce ze srebra to za darmo nie przyjdzie). Gdyby to był jeszcze produkt codziennego użytku, to proszę bardzo, mogłabym się zastanowić - ale nie w sytuacji, kiedy to produkt luksusowy i jak zejdzie 1-2 pary na miesiąc to jest DOBRZE dla sprzedaży a dla kieszeni nawet nie wspomnę, w stosunku do inwestycji w materiały...
No trafia mnie i już, o!

skomentuj (1)

Dwa drynie i styka... 2010-03-12 22:27:24

Kiedy biorę Ją na ręce to czuję ten szczególny moment przemijającego "tu i teraz". Już nigdy nie będzie tak samo malutka, dokładnie z tą samą miłością nie bedzie się we mnie wtulać... Tu i teraz, chciałoby się chwycić, zatrzymać i nie puszczać. Codziennie niemal żałuję, że nie ma opcji nagrywania pełnej doby, obserwowania później jak się rozwijała, uzupełniania tego, co minęło.

Znacie to uczucie, kiedy czytacie książkę drugi, trzeci, czwarty raz i za każdym razem odkrywacie coś, czego nie zauważyliście wcześniej? 

skomentuj (1)

Byłam, zakupiłam i wróciłam 2010-03-10 08:53:16

Młoda obkupiona po pachy. Irlandzkie ronda są boskie.

 

skomentuj (0)

Dobra, jestem panikarą 2010-03-04 12:23:42

... ale 50 minut przed odlotem to na prawdę na styk. A co, jeśli autokar się spóźni?

skomentuj (0)

Uha-ha 2010-03-03 08:50:00

Co mi się raczej nie zdarza (a konkretniej: może mi sie kiedyś zdarzało, ale teraz nie powinno) - zaczynam zastanawiać się, czy słusznie wybrałam. No tylu przeciwności losu to ja już dawno nie widziałam, zaczynam szukać spisku tych z góry. A może samolot ma się rozpaśc na kawałki? A może mnie wywiozą gdzieś w las zamiast na lotnisko? :)))))
Zapłaciłam 2 razy więcej niż byłow planie (a w planie było dużo) bo doszły tzw. "nieplanowane koszty", samochód się zepsuł i co z tego, że chłodnica została wymieniona - jak po tej "naprawie" wystaje coś bliżej niezidentyfikowanego a na dokładkę coś lata podczas jazdy? Znów do mechanika i znów kasa. Bagaż podręczny jest - hahaha - 2 cm za długi a znając linie, którymi lecę i które żyją z dopłat - nie puszczą mi tego płazem a wcale nie mam ochoty płacić 50 euro za te 2 cm! Nie mam innej walizki :(

Tatko nagle zaniemógł z wyjazdem, tj kazał mi wybierać w którą stronę ma jechać - bo może tylko raz, zatem wybrałam odebranie mnie z lotniska po powrocie, bo przecież będę obładowana po uszy. No i busik do Niemiec na wylot. A że nigdy na tym lotnisku nie byłam? Że nie znam niemieckiego? Uhhhh.

Tak tak, comiesięczny prezent "tylko dla kobiet" - też dostanę: idealnie w dniu odlotu.

Córa gorączkuje i dziś słyszeliśmy że coś tam przełyka, jakby spływao. Jak nic rozchoruje się akurat wtedy, gdy mnie nie będzie.

:c

skomentuj (0)

Bich Bach! 2010-01-29 11:12:22

I po szwach :-)

Trochę bolało, trochę się bałam, trochę lekarz ponaciągał. Wszystko gra i buczy. W poniedziałek wynik badania histopatologicznego. 

Cekawam.

skomentuj (0)

Powoli... 2010-01-27 01:30:46

  Powoli regeneruję siły, powoli dojrzałam, by wystartować ponownie z propozycją współpracy do 3 galerii, na których obecnie bardzo mi zależy. Do jednej, istotnej pod względem odwiedzin - dostałam się jakiś czas temu i bardzo sobie to cenię; niemniej dla finansów to zdecydowanie za mało (choć ego mile połaskotane). prócz tej jednej, wspaniałej,  są jeszcze 4 do ktrych należą, mniej wspaniałe (ruch średni, sprzedaż nijaka) - ale są. I niech będą jako ostatnia deska ratunku. Już raz zaufałam jednej galerii i omal nie straciłam jedynego źródła utrzymania. Teraz będę się zabezpieczać.

  Przerzuciłam się na samo srebro, bo wstyd owijać nieszlachetnym materiałem. Szkoda pracy, włożonego czasu, bo efekt nie jest tak trwały, jak przy metalach szlachetnych. 

Czy się uda? Oby!

 

  Ps: Swoim idolkom w obranej technice - do pięt nie dorastam.. ale będę deptać Im po piętach i mam nadzieję, że kiedyś będę mogła powiedzieć "tak, jestem tak samo dobra" - albo "tak, umiem to wykonać", czy "pomysł ciekawy, mam podobne". Póki co nie spełniam niczego z w/w. Brak wiary w siebie? Raczej... nie. Raczej realia. Wiem, że jestem dobra - w sensie; szybko łapię technikę, odnajduję się w niej, czuję Ją, uwielbiam owijać. Ale nie dość dobra. Przynajmniej nie dla siebie samej i nie dla galerii, do ktrych pukam już jakiś czas. 

Pani Izo M., pozdrawiam, pani prace zatykają dech w piersiach :-)

skomentuj (0)

Fachowiec... 2009-12-22 11:26:20

Przyszedł. W pralce fartuch wymienić. Bo pękł.

 

Fachowiec: O! Taka nowa pralka i juz faruch poszedł?

Ja: Skąd, kupiona w 2002, ponad 7 lat ma!

  Fachowiec: To kto jeszcze takie graty w domu trzyma?! 

 

... :-)

skomentuj (0)

Rozmowa u dentystki 2009-12-17 11:56:36

Na fotelu siedzę, japa rozdziawiona, tampony w środku i nie zamykać - mówi dentystka.

D: Antybiotyk przepisujemy

Ja: Yhyyyy

D: Kami pani jeszcze?

Ja: Yhyyyy

D: A dziecko ma ponad rok?

Ja: Yhyyyy

D: A zamierza Pani karmić jeszcze, czy już odstawia?

Ja: ahayaiyy

D: A, odstawia Pani...

 

(zamierzam karmić... :-) ).

skomentuj (0)

No i... 2009-11-03 22:57:05

Operacja znów przełożona. Tym razem z powodu braku wystarczającego krzepnięcia krwi. Badania 16.11 i 17.11 operacja jak wyniki będą ok. No większego pecha z tym związanego (3 czy 4 razy przekładany termin) to chyba niewiele osób ma. 

Z pozytywów: znalazłam nianię, rzut beretem od domu, taki domowy żłobek. Mała będzie miała dwuosobowe towarzycho w swoim wieku +/-.

Jutro pierwszy dzień, mam Ją rzucić na głeboką wodę i gdy już zapomni na chwilę, że istnieję - wyjdę po angielsku. Już się boję! Chyba będę siedziała non stop "pod" telefonem. Mam nadzieję, że dziewczyny się zaakceptują, bo na prawdę miło tam jest i młoda reagowała bardzo ok.

skomentuj (0)

Księga Gości
:: regularnie odwiedzam, piszę i czytam ::
: wyrodnie : Klub Matek Wyrodnych

:: obok ::
: dzastin :
: gosia :

:: czytam ::
: zimno :

:: polecam ::
: moja biżuteria - digart : Tu się prezentuję.
: OŚKa : Ośrodek Informacji Środowisk Kobiecych
: szczury.org : Forum miłośników szczurów